poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jak księżniczka z księciem-leonetta. Rozdział 2

-Gotowa? - spytała Francesca z uśmiechem kiedy stały już przed drzwiami sali balowej. Violetta westchnęła.
-A mam inne wyjście - powiedziała ciężko i po chwili znalazły się w środku. Na sali nie znajdowało się jeszcze wiele osób. Większość rozmawiała lub kosztowała przekąsek przygotowanych przez zamkowe kucharki. W tle grała wolna muzyka. Król i królowa witali gości którzy wchodzili drugim wejściem. Ojciec Violetty kiedy ją zobaczył zawołał ją skinieniem głowy. Niechętnie ruszyła w jego stronę.
-Powinnaś tu być 10 minut temu - szepnął.
-Przepraszam - odpowiedziała zła ale nie chciała sprzeciwiać się ojcu.
Razem z rodzicami zaczęła witać gości.
-O Edwardzie jak dobrze cię widzieć - ojciec dziewczyny powitał wchodzącego króla sąsiedniego królestwa - Moreno ciebie też miło wiedzieć - ucałował rękę małżonki swojego przyjaciela.
-Witajcie - uśmiechnęła się matka Violetty - A to pewnie Leon.
-Miło was widzieć kochani - powiedziała królowa Morena - Leon przywitaj się - delikatnie szturnęła syna ramieniem.
-Wasza wysokość - pocałował dłoń królowej Marii i uścisnął dłoń króla Germana.
-Leon jak ty zmężniałeś. Już kilka lat nie widziałem cię na naszym balem. Poznaj moją córkę, Violette - wskazał ręką swoją córkę.
Violetta i Leon popatrzyli na siebie. Żadne z nich nie miało ochoty się ze sobą witać. Leon jednak pierwszy ukłonił się a dziewczyna odpowiedziała mu tym samym. Następnie cała trójka ruszyła w głąb sali balowej a rodzina Castillo nadal czekała na resztę gości.
Pół godziny później wrota zostały zamknięte a bal w pełni się zaczął. Na Violette czekał jeszcze pierwszy taniec. Taniec który miał rozpocząć całą uroczystość. Na szczęście młodej księżniczki był to taniec z ojcem. Muzyka zaczęła grać walca a Violetta razem z królem ruszyła na parkiet. Zaczęli tańczyć. Czuła na sobie wzrok miliona osób. Odliczała sekundy do momentu kiedy będzie mogła opaść na krzesło i schować się za miską z owocami.
Kiedy prawie biegiem szła na swoje miejsce przy stole ustawionym po bokach sali, zatrzymała ją Francesca.
-Widziałaś jakie ciacho gada z twoją mamą? - mówiła podekscytowana Francesca.
-Taa widziałam. I co z tego - odparła beznamiętnie.
-No nie powiesz że nie jest przystojny - Fran założyła ręce na piersi i spojrzała na Violette.
-Nawet jeśli to on mnie nie interesuje.
-Bo ci uwierzę. Zarumieniłaś się - powiedziała Fran ze śmiechem a Viola odruchowo dotknęła swojej twarzy - Może poprosi cię do tańca.
-Nawet jeśli to i tak się nie zgodzę. Moim celem jest tylko dotrwać do końca tego balu bez ani jednego tańca więcej.

Marzenia Violetty jednak nie ziściły się. Tradycją było ,że na koniec balu para królewska rzucała dwa wianki w tłum zebranych. Te osoby które złapią wianek byli zmuszeni zatańczyć ostatni taniec na ostateczne pożegnanie wiosny. Jak na zgłoś wianek wpadł akurat w ręce Violetty. Kiedy wyszła na środek sali ujrzała kogoś kogo najmniej się spodziewała. Naprzeciw niej stał książę Leon z drugim wiankiem w ręku.

niedziela, 10 kwietnia 2016

One shot leonetta. "Niezwykły zbieg okoliczności"

Dedykuję Asi Blanco! :*


Zbliżał się piękny, purpurowy zachód słońca. Młoda kobieta siedziała na ganku swojego domu dumając głęboko. Chłodny, letni wietrzyk muskał jej nagą skórę przedramienia. Po kolejnej kłótni z mężem, nie miała już siły na nic. Myślała nad swoim małżeństwem. Para kłóciła się przynajmniej raz w tygodniu. To już był pewien standard. Jednak zawsze kończyło się tak samo. Albo jedno albo drugie przychodziło i przepraszało. Mimo sporów i innych przeciwności, bardzo się kochali. Nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Lecz tym razem Violetta czuła ,że to nie była zwykła kłótnia. Doszło do ostrej wymiany zdań. Diego wyszedł od razu z domu a ona usiadła w wiklinowym fotelu na ganku. Jej kilkumiesięczna córeczka słodko spała w swoim łóżeczku. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego ,że jej rodzice krzyczą na siebie kiedy ona bawi się w krainie snów.

Słońce zaszło, zrobiło się ciemniej i zimniej. Violetta wstała i weszła drzwiami balkonowymi do środka. Narzuciła na siebie sweterek który wisiał na krześle w kuchni i poszła do swojej sypialni. Wyciągnęła z tylnej kieszeni szortów telefon i zadzwoniła do męża. Nie odebrał. Zaczęła się trochę martwić bo dochodziła już 22:00. Postanowiła wziąć szybki prysznic i czekać na niego. Jak pomyślała tak zrobiła. Po wyjściu z kabiny, wytarła się i zdecydowała się nałożyć krótką, koronkową koszulę nocną na wypadek gdyby jednak pogodziła się z mężczyzną. Usiadła na łóżku i wzięła do ręki ulubioną książkę.
Godziny mijały a Diego nie wracał. Zegarek wskazywał pół do 2:00. Violetta siedziała w kuchni w okryta fioletowym szlafrokiem i piła herbatę. Oczy jej się zamykały lecz była zdecydowana poczekać na powrót męża. Nagle drzwi otworzyły się z lekkim zgrzytem i do domu wszedł długo wyczekiwany Diego. Widząc światło dobiegające z kuchni, poszedł tam a widok jego żony bardzo go zadziwił.
-Jeszcze nie śpisz? - spytał wyciągając z lodówki mleko.
-Nie - odpowiedziała nieśmiało Violetta - Czekałam na ciebie - Diego wypił szklankę mleka i spojrzał na nią.
-Naprawdę? Miło z twojej strony - odparł spuszczając wzrok - Przepraszam Violu - powiedział.
-Ja też - szepnęła i podeszła do niego.
-Kocham cię - pogłaskał ją po policzku.
-Ja ciebie też - pocałowała go.

***

Rankiem obudził Violette płacz małej Sofii. Wstała i szybkim krokiem poszła do pokoju córki. Kiedy tylko dziewczynka ją zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Moja zielonoka księżniczka już wstała? - powiedziała radośnie do córeczki.
Dziewczynka miała piękne oczka koloru zielonego w których tańczyły błyszczące iskierki. Była to rzecz nadzwyczajna ponieważ oboje rodziców mieli brązowe oczy a nawet wśród krewnych nie występowały oczy tak pięknie zielone. Violetta przewinęła i nakarmiła malutką. Następnie sama wykonała poranne czynności i ruszyła do kuchni zjeść śniadanie. Diego pół godziny temu wyszedł do pracy. Pracował jako prawnik. A Violetta? Cóż. Pracowała kiedyś jako redaktorka. Pisywała felietony i miała własną rubrykę w gazecie. Jednak kiedy urodziła się Sofia, poświęciła się w pełni jej wychowaniu. Na brak pieniędzy nie mogła narzekać. Pensja męża wystarczała na wszystkie niezbędne rzeczy a nawet i na przyjemności.
Po zjedzeniu śniadania postanowiła wybrać się na zakupy. W lodówce brakowało produktów takich jak ser, masło i wędliny. Należało uzupełnić pustki. Nie chciała zabierać małej gdyż jeszcze niedawno złapało ją przeziębienie. Zadzwoniła po swoją zaufaną nianię. Po niecałych trzydziestu minutach zjawiła się Olga, opiekunka.
-Olgo zaopiekujesz się małą? Wychodzę do sklepu i chciałam jeszcze wstąpić do przyjaciółki na chwilę, powinnam być za jakieś 2 godziny - poinformowała nianię na co ta odpowiedziała uśmiechem i słowami "Z przyjemnością zajmę się Sofią".

***

Ubrana w błękitną sukienkę przepasaną złotym paseczkiem w talii, szła przez miasto kierując się w stronę supermarketu. Na dworze panował straszliwy upał już od samego rana. Przechodnie wachlowali się gazetami a dzieci bawiły się przy ulicznych fontannach. Uśmiechała się na ten widok. Miała nadzieję że kiedyś i jej córka będzie się tak bawić. W pewnym momencie tak bardzo zapatrzyła się w bawiące się w oddali dzieci ,że nie zauważyła nawet ,że na kogoś wpada. Ten tajemniczy "ktoś" również tego nie zauważył ponieważ wzrok miał wlepiony w swojego iPhona.
-Oh bardzo przepraszam, nie zauważyłem pani - powiedziała tajemnicza osoba z poczuciem winy w głosie. Violetta uniosła wzrok i okazało się ,że patrzy na wysokiego szatyna o pięknych zielonych oczach. Oczach które niewyobrażalnie przypomniały jej oczy Sofi.
-Yy, ja również przepraszam, powinnam uważniej chodzić - uśmiechnęła się lekko nie mogąc oderwać wzroku od chłopaka.
-Coś ze mną nie tak? Mam coś na twarzy? - spytał z figlarnym wyrazem twarzy.
-Nie, w żadnym razie. Tylko bardzo mi pan kogoś przypomina - odpowiedziała trochę zakłopotana.
-Tylko proszę nie "pan". Czuję się staro a z resztą wyglądamy na ten sam wiek. Leon - podał jej ręką którą ona od razu uścisnęła.
-Violetta.
-Bardzo ładne imię. Dasz się zaprosić na kawę Violetto? Pogadamy o czym tak myślałaś wpadając na mnie - zażartował patrząc na nią pytająco.
-Chętnie ale nie tym razem. Muszę iść po zakupy - odparła nie ukrywając swojego rozczarowania.
-Dlaczego każda dziewczyna tak odpowiada - zaśmiał się wznosząc ręce do góry - Ale nie uda ci się wymigać - wyciągnął z kieszeni świstek papieru i długopis. Zapisał na nim ciąg cyfr po czym podał dziewczynie - zadzwoń jak będziesz miała chwilę - rzucił jej po raz kolejny swój zniewalający uśmiech.
-Zadzwonię - zapewniła go.
-W takim razie do zobaczenia - pożegnał się i poszedł dalej.
Violetta stała przez chwilę myśląc czy ta scena czasami jej się nie przyśniła. Te oczy... On cały ją urzekł swoim stylem bycia, sposobem jaki z nią rozmawiał, tą swobodą. A oprócz tego był bardzo przystojny. Otrząsnęła się jednak,  schowała numer do torebki i poszła dalej.

***
-Już jestem! - krzyknęła Violetta wchodząc do domu - Olga?
-Nie kochanie, ja - do przedpokoju wszedł z wielkim uśmiechem na ustach Diego.
-A ty nie powinieneś być w pracy? - spytała zaskoczona.
-Powinienem ale nie jestem - rzekł podchodząc do niej i czule całując.
-Diego - mruczała między pocałunkami.
Torba z zakupami wyślizgnęła jej się z ręki. Diego podniósł ją delikatnie i oparł o brzeg kanapy. Kiedy zaczął delikatnie rozpinać jej sukienkę, telefon zawibrował w jego tylnej kieszeni spodni. Oderwał się od niej szybko i odebrał komórkę. Violetta poprawiła ramiączko i od swojego stanika i westchnęła głęboko. To nie pierwszy raz kiedy coś jest ważniejsze od niej. Ilekroć ktoś dzwonił, Diego rzucał wszystko co aktualnie robił i szedł odebrać. W tym związku ewidentnie władze obejmował telefon.
-Musisz za każdym razem odbierać? Nie mógłbyś chociaż raz nie rzucać wszystkiego i nie biec do tego telefonu? - powiedziała z wyrzutem kiedy Diego skończył rozmowę.
-O co ci chodzi. Musiałem odebrać. To było ważne - odpowiedział niewzruszony.
-O to mi chodzi ,że kiedy tylko dzwoni telefon biegniesz go odebrać. Nie ważne co się w danym momencie dzieje. Jak rodziłam i zadzwoniła ci komórka, od razu pobiegłeś na korytarz. I wróciłeś po pół godzinie kiedy Sofia już była ba moich rękach - krzyknęła.
-Musisz mi to ciągle wypominać? - spytał zły.
-Tak muszę. Wszytko jest zawsze ważniejsze.
-Nieprawda.
-A właśnie ,że prawda. I nie zaprzeczaj - żywo gestykulowała a następnie usiadła na kanapie i schowała twarz w dłonie.
-Jak przestaniesz zachowywać się jak dwuletnie dziecko to daj znać - powiedział z kpiną. Tym razem nie wytrzymała. Wstała i żywym krokiem podeszła do drzwi. Diego chciał znowu wyjść lecz mu nie pozwoliła.
-O nie. Tym razem ja wychodzę - zatrzymała go przy drzwiach.
-Nie. Zostajesz z Sofi. A ja mam dość na ciebie patrzeć. Wychodzę - odparł ale Violetta zagrodziła mu drogę - Nie wygłupiaj się. Zapamiętaj sobie ,że w tym domu ja rządzę - parsknął jej prosto w twarz.
-Najwyższy czas to zmienić - odwróciła się napięcie i wyszła.

***
-Jak można, jak można! - mówiła sama do siebie idąc przez miasto.
Miała ten dziwny nawyk od zawsze. Nie zwracała wtedy uwagi czy ktoś idzie obok i bacznie przygląda się jej z zaciekawieniem, bo przecież osoba mówiąca sama do siebie to raczej dziwny i niecodzienny widok. Szła przeklinając cały świat i swojego męża kiedy poczuła mocne uderzenie w przodzie. Znowu na kogoś wpadła.
-A ty znowu zamyślona - zaśmiał się czuły głos który Violetta zdążyła poznać.
-Ty? - zdziwiła się - Pomyślę ,że mnie śledzisz - siliła się na swobodny i żartobliwy ton jednak nie chłopak nie był aż taki głupi.
-Jeśli sobie dobrze przypominam to miałaś iść na zakupy a tymczasem chodzisz przygnębiona i zła - powiedział Leon patrząc na nią uważnie.
-Byłam na zakupach - odparła szybko.
-To może jednak dasz się zaprosić dzisiaj na kawę? - zaproponował - Pogadamy o tym co cię tak wkurzyło.
-Nie naprawdę. Kawa dzisiaj odpada - odparła.
-To jak nie kawa to sok albo herbata - uśmiechnął się.
-Nie, Leon.
-Okej - wzniósł ręce do góry - niech będzie, może być woda. Rozumiem, dieta i te sprawy - mrugnął do niej - proszę.
-Nie dasz za wygraną, co? - potrącił głową szczerząc swoje białe zęby - Dobra wygrałeś - rzuciła krótko i ruszyli do pobliskiej kawiarni.

-No więc Violetto, kogo ci tak bardzo przypominam? - spytał mieszając kawę. Violetta zmieszała się trochę.
-Wiesz, to bardzo głupie ale masz oczy bardzo podobne do mojej córki - odpowiedziała ze spuszczoną głową.
Czuła na sobie jego wzrok i choć nie znała go dobrze, od razu jej się spodobał. Czuła się przy nim swobodnie, może dlatego ,że on sam nie czuł skrępowania. Na dodatek był bardzo miły i sprawiał wrażenie wiecznego optymisty. Nie chciała stracić być może przyszłego kolegi przez jakieś niedorzeczne "widzi-misie".
-Ciekawe - uśmiechnął się życzliwie - Ile ma lat i jak ma na imię?
-Sofia ma dopiero kilka miesięcy - odpowiedziała w duchu ciesząc się że Leon nie uznał jej stwierdzenia za śmieszne.
-Pewnie jest śliczna. Czyli masz męża albo chłopaka? - spytał zaciekawiony.
-Męża - potwierdziła. Na twarzy chłopaka uśmiech na chwilę zniknął lecz za chwilę pojawił się na nowo jeszcze szerszy.
-A na co byłaś taka wściekła ,że mówiłaś na głos nie wiadomo do kogo? - Violetta zarumieniła się lekko ze wstydu a smutek na wspomnienie kłótni z mężem znowu się w niej zebrał.
-Kłótnia małżeńska. Nic wielkiego - machnęła ręką.
-No skoro tak uważasz - odparł.
-Teraz ty coś powiedz.
-Ja? Więc tak. Kiedy się urodziłem - zaczął wzniosłym tonem a po chwili oboje wybuchnęli śmiechem - A tak poważnie to jestem Leon Vedas. Mam 25 lat - zaczął a Violetta słuchała z zaciekawieniem - nie mam dziewczyny ani w sumie nikogo komu mógłbym ufać. Nie przestrasz się ale kiedyś popełniłem bardzo duży błąd. Byłem w klubie z kolegami i nic w sumie nadzwyczajnego, przespałem się z jakąś dziewczyną nawet nie wiem jak miała na imię. W sumie nie mam pojęcia co mi odbiło bo nie byłem pijany. Wypiłem zaledwie jednego drinka. Nie znam imienia tej dziewczyny ani nie pamiętam jak wyglądała. Nigdy więcej jej nie spotkałem. Rodzice dowiedzieli się o tym i stwierdzili ,że to hańba mieć takiego syna. Od zawsze reputacja rodziny była na pierwszym miejscu. I tak straciłem rodziców - zakończył swoją wypowiedź uśmiechem.
-I mimo tego teraz uśmiechasz się i mówisz o tym tak spokojnie? - zdziwiła się trochę.
- Właściwie to wcale nie jest to lekki temat dla mnie. Ale nauczyłem się śmiać się kiedy życie pluje ci w twarz. Czasami warto zatrzymać się na chwilę i popłakać nad rozlanym mlekiem. Ale można też brać życie z tej lepszej strony i patrzeć przez różowe okulary nawet kiedy nic nie wychodzi - odparł w zamyśleniu.
-To piękne co powiedziałeś - uśmiechnęła się - Kiedy to się stało?
-Niecałe dwa lata temu. Chyba mniej więcej półtora roku już minęło.
-Przykro mi.
-Niepotrzebnie. Nauczyłem się z tym żyć. Tylko czasem chciałbym wiedzieć czy ta dziewczyna może mnie pamięta albo czy wszytko z nią w porządku.
-Czemu mi to wszytko mówisz? Właściwie to dopiero się poznaliśmy. Nie mówię że mi to przeszkadza ale nie uważasz że to prywatna sprawa?
-Jeśli chodzi o mnie to nie ma w moim życiu prywatnych spraw. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś kto chciałaby mnie wysłuchać a teraz tego potrzebowałem. Miałem przeczucie że mnie zrozumiesz - powiedział nie patrząc na nią.
-Miło z twojej strony. Bardzo przyjemnie mi się z tobą rozmawia ale czuję że muszę już wracać - wstała od stołu - dziękuję i do zobaczenia. Zdzwonimy się - wyszła z kawiarni i ruszyła do domu. A Leon siedział i patrzył za szatynką. Zastanawiał się czy czasami jej nie spłoszył jednak odsunął od siebie tę myśl. Położył pieniądze na stoliku i również wyszedł.

***  

Idąc do domu zastanawiała się nad tym co powiedział jej szatyn. Przywołał w niej niemiłe wspomnienia. Sama kiedyś popełniła ten sam błąd co Leon. Też poszła do łóżka z mężczyzną którego imienia nawet nie znała. Krótko po tym dowiedziała się ,że jest w ciąży. Myślała ,że to dziecko Diego. Teraz naszły ją wątpliwości. Czy to możliwe ,że Sofia jest córką Leona? A może to tylko zbieg okoliczności? Nie chciała w to wierzyć. Zepsułoby to jej małżeństwo. A wcale nie chciała rozstawać się z Diego. Mimo iż Leon jej się spodobał. Jednak ta myśl nie dawała jej spokoju. Bądź co bądź było to bardzo prawdopodobne.

***

Około 3:00 w nocy obudziła się. Wpadł jej do głowy bardzo dziwny i wręcz niemożliwy do zrealizowania pomysł. Przyszło jej do głowy zrobienie testu na ojcostwo. Jednak do tego będzie jej chociażby ślina Leona. Jak miała ją zdobyć. W grę nie wchodziło powiedzenie prawdy. Musiała ją zdobyć sposobem. 

Następnego dnia umówiła się z nim w tej samej kawiarni. Miała wielkie szczęście gdyż w trakcie spotkania szatyn wyszedł do łazienki pozostawiając filiżankę z kawą na stoliku. Violetta cała dygocąc ze zdenerwowania pobrała specjalną szpatułką ślinę  z filiżanki. Wiedziała ,że to co robi jest totalnym szaleństwem ale musiała się dowiedzieć prawdy. Zwłaszcza ,że zaczęła dostrzegać znaczne podobieństwo do Leona w swojej córce.

*** 

Dwa tygodnie później Violetta odebrała wyniki. Siedziała na łóżku w sypialni i wpatrywała się w kopertę. Wiedziała ,że jej zawartość.może na zawsze zmienić jej życie. W końcu jednak otworzyła ją. Kiedy przeczytała kartkę w oczach stanęły jej łzy. Jej przypuszczenia się sprawdziły. Osoba z którą przespała się na imprezie to Leon. I to on jest ojcem jej dziecka. Pod wpływem impulsu zadzwoniła do Leona, podała adres i poprosiła by jak najszybciej przyszedł. Nie wiedziała do końca co robi. Nie myślała o relacji Leona. Ani reakcji Diego. Czuła ,że musi mu to jak najszybciej powiedzieć. Cała zapłakana poszła do kuchni trzymając kopertę w ręku. W tym momencie drzwi się otworzyły a w nich stanął Diego. Nie spodziewała się go. Miał być za miastem i wrócić dopiero wieczorem.
-Co się stało? Czemu płaczesz? - zapytał widząc łzy na twarzy żony.
Nie wiedziała co powiedzieć. W pośpiech schował kopertę za siebie. Jednak Diego to zauważył. Podszedł do niej i wyrwał jej z rąk kopertę. Kiedy przeczytał jej zawartość Violetta mogła tylko sobie współczuć.  Ogarnęła go niepohamowana złość. Czuł się oszukany i zdradzony.
-Zdradziłaś mnie!? - krzyknął a z jej oczu poleciało jeszcze więcej łez - Pytam się!
-Diego to nie tak... - zaczęła.
-A jak! - chwycił ją za nadgarstki a ona głośno jęknęła z bólu - Jak mogłaś!
-Puść mnie!
-Dama powiedziała puść - obok nich stał Leon który chwilę wcześniej wszedł do domu bez pukania gdyż słyszał głośne krzyki.
-A co to za jeden! - zwrócił się Diego do swojej żony - to on? Jesteś bezczelna! - wykrzyknął - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Z nami koniec - wyszedł z mieszkania a Violetta upadła bezsilnie na podłogę i gorzko zapłakała. Leon usiadł obok niej i objął delikatnie. Dostrzegł na leżącą na podłodze kopertę. Zaciekawiony sięgnął po nią i zwrócił się do Violetty.
-To o to się pokłóciliście? - nie czekając na odpowiedź wyciągnął z niej dokument i dokładnie obejrzał. Violetta patrzyła na niego niespokojnie. Po przeczytaniu kartki Leon podniósł głowę i uśmiechnął się do Violetty szeroko.
-Nie martw się. Będzie okej - powiedział delikatnie całując ją w czoło.


************************************************
Ta dam! 
Oto one shot który nie powstałby gdyby nie Asia Blanco która była pomysłodawczynią. Muszę przyznać ,że pomimo błędów które popełniłam naprawdę mi się podoba. Napewno są tu błędy gramatyczne i interpunkcyjne. Jeśli chodzi o wstawianie przeciwników to leżę i kwiczę :D a pewnie i ortograficzne też by się znalazły. 
Piszecie jak wam się podoba a ja się z wami żegnam.
Pa pa:*

Jak księżniczka z księciem-leonetta. Rozdział 1

Każda dziewczynka w dzieciństwie marzyła aby zostać księżniczką. Nosić na głowie piękną koronę i ubierać się w szerokie, sięgające ziemi suknie. Mieszkać w zamku i nigdy niczym się nie przejmować. A co chyba najważniejsze, mieć swojego księcia u boku...

Księżniczka Violetta Mirabella Vanessa Castillo. Szatynka średniego wzrostu o czekoladowych oczach i ślicznych różowych ustach. 15-letnia dziewczyna która już niedługo ma zasiąść na tronie i władać potężnym królestwem - Arendelle*.  

***

Księżniczka Violetta obudziła się tego dnia w melancholijnym nastroju. Spojrzała na swój kalendarz wiszący nad jej królewskim biurkiem. Dużym czerwonym kółkiem była zaznaczona dzisiejsza data. 21 czerwca - bal kończący wiosnę i wprowadzający w czas letni. Tradycja uczczenia tej nocy była w tym zamku od dawien dawna. 
Violetta przewróciła oczami i powoli wstała z jedwabnej pościeli. Udała się do swojej prywatnej łazienki do której można było wejść od razu z sypialni. Tam wykonała poranne czynności i w swojej ulubionej jasno-fioletowej sukni zeszła na dół do królewskiej jadalni. Służba kręciła się w tą i z powrotem co rusz kładąc na stole rozmaite potrawy. Nawet śniadanie w tym zamku musiało być wytworne. Violetta usiadła na swoim zwykłym miejscu wsparła głowę na rękach. Po chwili do jadalni weszli król i królowa, rodzice Violetty.
-Dzień dobry skarbie - powiedzieli oboje po czym każde ucałowało w policzek swoją córkę.
-Dzień dobry - odparła.
-Dlaczego masz taką smutną minę? - zagadnęła królowa siadają na swoim miejscu.
-Dziś wielki bal - dopowiedział król.
-No właśnie, bal - mruknęła Violetta nakładając sobie sałatki owocowej.
-Kochanie będziesz się świetnie bawić. Poznasz napewno dużo książąt. Potańczysz trochę, będzie bardzo miło - odparła matka Violetty.
-Mama ma rację - Violetta na te słowa przewróciła oczami.
-Bo mama lubi bale - powiedziała patrząc na rodziców chłodno.
-Kiedyś też je lubiłaś - odrzekł jej ojciec.
-Kiedyś byłam małą dziewczynką! - krzyknęła wstając i wybiegając z jadalni.
-Violetta wracaj tutaj natychmiast!
-Daj spokój German - uciszyła go jego żona - to i tak nic nie da.
-Nie wiem co się dzieje z tą dziewczyną Mario.

Wściekła Violetta biegnąc korytarzem wpadła na swoją prywatną nauczycielkę.
-Violu co jest? Ty nie na śniadaniu? - zdziwiła się kobieta.
-Oh Angie - Violetta rzuciła jej się w ramiona.
Pomimo tego że Angie była jej nauczycielką były ze sobą bardzo blisko.
-Co się dzieje? Chcesz o tym pogadać? - spytała po chwili a Violetta kiwnęła głową.

-No to opowiadaj co się stało - powiedziała Angie siadając wygodnie na fotelu w komnacie swojej uczennicy.
- Bal mi się stał i moi rodzice którzy wmawiają mi ,że będę się świetnie bawić - odparła padając bezwładnie na łóżko.
- Oj Violu, naprawdę nie cieszy cię ten bal? - zdziwiła się.
-No właśnie nie. Znowu będę musiała tańczyć z jakimiś drętwymi książętami i wysłuchiwać tych komplementów wyuczonych na pamięć z książek - westchnęła.
-Ja bym się cieszyła gdyby ktoś mówił tyle miłych rzeczy - rozmarzyła się Angie.
-W zeszłym roku jeden powiedział mi ,że moje oczy są koloru niezapominajek, nieskazitelnie piękne. A przecież ja mam brązowe oczy - jęknęła na samo wspomnienie owej "miłej" uwagi. Angie zaśmiała się serdecznie na co Violetta tylko jeszcze głośniej westchnęła.
-Kochanie, tym razem stanę po stronie twoich rodziców. Będziesz się dobrze bawić. Jestem tego pewna. A przecież wiesz ,że zawsze mam rację - mrugnęła do niej uśmiechając się - A teraz skoro nie jesz śniadania to czeka na nas matematyka.
-O nie - powiedziała Violetta z rezygnacją zakrywając sobie twarz poduszką.

***

-Wyglądasz ślicznie - powiedziała kuzynka Violetty Francesca kiedy wieczorem stały w garderobie dziewczyny. Obie szykowały się na bal.
-Eh co za różnica jak wyglądam - westchnęła Violetta.
-Jak to co za różnica! - wykrzyknęła Francesca - Musisz przecież wyglądać oszałamiająco. Napewno wyrwiesz jakiegoś księcia - puściła oczko w stronę Violetty.
-Wcale nie mam ochoty na ten bal.
-Nie rozumiem cię czasami - zaśmiała się dziewczyna wychodząc na balkon.
-Fran ja naprawdę nie chcę tam iść.
-Pierwsi goście już są. Właśnie podjechali pod bramy - Francesca zignorowała westchnienia Violetty i z zaciekawieniem przyglądała się nadjeżdżającym gościom - Chodź, trzeba iść na dół.
- Dobra. Im szybciej tam się znajdę tym szybciej się to wszytko skończy - odparła Violetta i obie dziewczyny ruszyły do sali balowej.

**********************************************************************************

Hej,hej!
Mamy pierwszy rozdział nowej historii. Zdecydowaliście ,że leonetta ma pojawić się w wersji królewskiej więc tak też się stało. Mam nadzieję ,że to opowiadanie przypadnie wam do gustu.
One shot z zakładki "Pomysły" obiecany Asi Blanco pojawi się dzisiaj późnym wieczorem.
Do następnego razu
Pa pa:*
*zaporzyczyłam nazwę królestwa z filmu "Kraina lodu" :D

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Sezon 4 Rozdział 26 "Na zawsze razem" (OSTATNI)

#Leon

Byłem dzisiaj jeszcze raz na budowie. Tak jak się spodziewałem, wszytko było gotowe. Przyjechałem tu rano a jest aktualnie 22:00. Ustawiałem meble które czekały w magazynie sklepowym już miesiąc. Kupiłem prawie identyczne jak nasze stare. Co prawda w pomieszczeniach unosi się jeszcze trochę zapach farby ale to szybko minie. Violetta myśli że wyjechałem z ojcem za miasto a tak naprawdę tata pomagał mi to wszytko wnosić.
Wyszedłem i zamknąłem dom na klucz. Mój tata wołał już mnie z samochodu. Nagle potknąłem się o coś i prawie upadłem. Usłyszałem tylko ciche pisknięcie.
-A to ty kolego - okazało się że potknąłem się o malutkiego rudego kotka - Jeszcze tu jesteś - schyliłem się i pogłaskałem go. Towarzyszy mi tu już od rana a robotnicy mówili że od ponad 2 tygodni kręci się w tej okolicy. Najwidoczniej jest bezpański.
-Leon! - usłyszałem głos mojego ojca.
-Idę! - odkrzyknąłem - Nie mogę cię zabrać maluchu ale miło mi cię było poznać. Byłaś bardzo pomocny dzisiaj
- podniosłem się i ruszyłem do samochodu a kotek siedział i patrzył za mną.

#Violetta

-No nareszcie - powiedziałam kiedy Leon wszedł do sypialni.
-Przepraszam kochanie że musiałaś czekać - podszedł do mnie i cmoknął w usta.
-Nie szkodzi - uśmiechnęłam się.
-Mel śpi? - spytał a ja kiwnęłam twierdząco głową.
-Zasnęła pół godziny temu. Chciała na ciebie czekać ale oczka same jej się zamykały.
-Mam dla was niespodziankę - uśmiechnął się tajemniczo.
-Jaką? - zaciekawiłam się a on udał że zaklucza usta a klucz rzuca za siebie - O Leon proszę, powiedz. Wiesz że nie lubię niespodzianek.
-Ta ci się spodoba - odparł i padł na łóżko.
-Powiedz chociaż część - położyłam się obok.
-Nie - rzekł stanowczo całując mnie delikatnie - Wszystkiego się jutro dowiesz.
-No niech ci będzie. A co z naszym domem? Powiedz mi coś więcej niż tylko dobrze.
-Ale Violu, praca idzie zgodnie z planem. Zostało jeszcze wiele rzeczy do zrobienia ale nie musisz się tym już martwić - odpowiedział.
-No dobrze.

Następnego dnia obudziłam się w dobrym nastroju. Wstałam szybko i się ubrałam. Leon jeszcze spał. Obudziłam Melkę i pomogłam jej się ubrać. Kiedy siedziałyśmy już na dole w kuchni zszedł Leon.
-Dzień dobry - uśmiechnął się na powitanie.
-Dzień dobry - odpowiedziałam zaparzając kawę. Leon usiadł obok Melki przy blacie. Po chwili podałam mu kawę a Melanie talerz z kanapkami.
-Wiesz Melka, jak dzisiaj wrócisz ze szkoły to pojedziemy w super miejsce - powiedział Leon.
-Naprawdę? Gdzie? - spytała.
-To już moja tajemnica. Dowiesz się po południu - odparł Leon.
-Nie martw się kochanie. Mnie też tatuś nie chciał powiedzieć gdzie - zaśmiałam się patrząc na Mel.
-Ale to tak długo do popołudnia (aut. Nie mam pojęcia czy ta forma jest poprawna ale nie umiem inaczej tego napisać:D ) - westchnęła Mel.
-Wcale nie tak długo. Szybko ci zleci czas w szkole a jak wrócisz to pojedziemy.
-Mamusiu szybko idziemy do szkoły! - zeskoczyła z krzesła i popędziła w stronę drzwi. Zaśmialiśmy się z Leonem.
-Widzisz?  Nawet do szkoły ją przekonałeś.

#Leon

-Jedziemy już? - spytała Mel kiedy tylko wróciła do domu po szkole.
-Już?
-Taaak! - wykrzyknęła.
-No dobrze - poszedłem do szafki w salonie i wyciągnęłam dwie chustki. Podszedłem do Violi i Mel i zawiązałem im oczy.
-A to po co? - zdziwiła się Viola.
-Żebyś miała jeszcze większą niespodziankę - wziąłem Mel na ręce a Violette chwyciłem za rękę i poprowadziłem do samochodu.
Piętnaście minut później byliśmy na miejscu. Wprowadziłem je delikatnie z samochodu i zaprowadziłem pod dom.
-Gotowe? - spytałem a one pokiwały energicznie głowami - No to, niespodzianka! - krzyknąłem zdejmując im chustki z oczu. Melka zaczęła piszczeć ze szczęścia i biegać w kółko. A Violetta stała oniemiała i tylko delikatny uśmiech malował się na jej twarzy.
-Violu, powiesz coś? - spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Nie jestem w stanie, Leon -  łzy zaczęły jej lecieć po twarzy. Starłem je delikatnie.
-Podoba ci się?
-To coś pięknego. Jest jeszcze wspanialszy niż wcześniej. Kocham cię, dziękuję - wtuliła się we mnie.
-Nie ma za co kochanie - szepnąłem w jej włosy.
-Tatusiu dziękuję! Nasz super domek! - przybiegła Mel.
-Wreszcie mamy nasz domek, nie kochanie? - uśmiechnąłem się do Mel. A ona pokiwała główką.
Nagle koło mojej nogi pojawił się mój mały pomocnik. Łasił się i przytulał do mojej nogi. A Mel patrzyła na niego z uśmiechem.
-A to co za śliczności - powiedziała Viola patrząc na kotka.
-Kręci się tu już od dawna. Raczej nie ma domu - odparłem.
-A będzie nasz? - Melka spojrzała na nas prosząco a kotek miauknął zachęcająco. Spojrzeliśmy na siebie z Violą i ona dała swoją zgodę spojrzeniem.
-No chyba będzie nasz - uśmiechnąłem się a Mel chwyciła go w rączki i pobiegła do naszego ogródka.
-Mówiłam ci już ,że jesteś najlepszy? - Viola zarzuciła mi ręce na szyję.
-No może kiedyś - zaśmiałem się.
-Kocham cię.
-A ja Ciebie.
-Na zawsze - uśmiechnęła się.
-Razem - dopowiedziałem i złączyłem nasze usta w czułym pocałunku.

****************************************
 
No tak. Od czego tu zacząć. Pewnie ta notka będzie dłuższa niż sam rozdział ale proszę wszystkich aby zostali do końca.
No więc bez przedłużania.
Nie mogę uwierzyć ,że ta historia dobiegła już końca. Pokochałam ją całym sercem choć było różnie. Czasami miałam jej dość. Nie chciałam jej pisać ale po chwili znowu wracała mi wena i pisałam kilka rozdziałów naprzód. Mimo wszystko dotarliśmy do końca. Teraz niezmiernie się cieszę ,że powróciłam na ten blog i skończyłam tę historię. Ciężko mi się z nią rozstawać. Z moją kochaną Melką ,z Violettą ,z Leonem ,nawet z Esmeraldą. Z Fran a także z innymi bohaterami. Kocham ich wszystkich. Tak naprawdę potrzebne są trzy grupy osób które tworzą blog. Autor, czytelnicy i bohaterowie.
Z tego miejsca pragnę podziękować za każdy komentarz, za każde wyświetlenie tej historii. Właściwie rozdziałów tej historii. Dziękuję pięknie wszystkim! Lecz postawiłam nie rozstawać się z tą historią na zawsze. Owszem, będzie nowa historia. Ale myślę że w ważniejszych momentach życia naszej leonetty będziemy wracać w one shotach. Dajcie mi znać co o tym myślicie.
A teraz proszę was abyście ocenili rozdział, sezon i podsumowali całą historię. Który sezon wam się najbardziej podobał? Osobiście, mnie drugi. Najmilej mi się go pisało. Leonetta była w całkowitej rozsypce ale i tak fajnie się go pisało.
Tak więc jeszcze raz dziękuję!
Kocham was a pierwszy rozdział nowego opowiadania pojawi się w niedzielę (10.04.2016)! W międzyczasie dodam one shot obiecany Asi Blanco.

Trzymajcie się kochani.
Do następnego razu:*

PS. Zapraszam wszystkich którzy jeszcze nie byli bądź chcą zmienić zdanie tutaj: http://leonetta-nicnasnierozdzieli.blogspot.com/2016/03/wazna-notka-dotyczy-nastepnego.html
Zależy mi aby każdy skomentował i wyraził swoje zdanie.  

sobota, 2 kwietnia 2016

Sezon 4 Rozdział 25 "Cieszę się"

#Leon

-Violu, chciałabyś mi może coś powiedzieć? - podszedłem do niej i przyciągnąłem do siebie.
-A o czym mówisz? - powiedziała uśmiechając się.
-Ty mi powiedz - dotknąłem delikatnie jej brzucha a ona spojrzała na mnie smutno.
-Skąd wiesz? - spytała ze spuszczoną głową.
-Fran się wygadała - powiedziałem a ona się wyrwała i poszła do salonu - Violu co jest? - pokręciła głową i oparła się o szafkę stojącą w salonie
-Viola.
-Zostaw mnie - odparła ocierając łzę która spływała jej po policzku.
-Dlaczego płaczesz?
-Wiedziałam ,że nie będziesz zadowolony. Leon ja też nie chcę tego dziecka, straciliśmy już dwójkę - jęknęła.
-Violu, skąd pomysł ,że ja nie chcę tego dziecka? Kochanie, cieszę się. Ty też powinnaś.
-Nie boisz się ,że je stracimy?
-Nie, bo wiem ,że tak nie będzie - przytuliłem ją.
-Dziękuję. Kocham cię - wyszeptała w moją koszulkę - trzeci tydzień - uśmiechnęła się blado.
-Wszytko dobrze na razie? Byłaś u lekarza?
-Tak. Wszytko w porządku.

#Violetta

Szczerze myślałam ,że Leon nie ucieszy się i będzie rozczarowny. Na szczęście się pomyliłam. Właściwie kiedy teraz tak o tym myślę to zdaję sobie sprawę ,że tak naprawdę cieszę się z tego dziecka. Melanie będzie miała rodzeństwo a my z Leonem następne maleństwo do kochania. Mam nadzieję ,że to był już ostatni wyskok Esmeraldy.

-Leon a co z naszym domem? Byłaś tam prawda? - zagadnęłam kiedy siedzieliśmy z Leonem w salonie.
-Dobrze - odpowiedział krótko. W sumie miałam nadzieję ,że opowie mi coś więcej.
-A możesz dokładniej?
-Violu, nie musisz się niczym martwić. Wszytko z tym w porządku.
-No skoro tak - odpuściłam.

*********************
Hej, hej:*
Jak wam się podoba? Trochę krótki ale musimy się z tym liczyć ,że zbliżamy się wielkimi krokami do końca sezonu:(  Został nam jeszcze tylko jeden rozdział w najlepszym wypadku dwa.
Więc do zobaczenia w następnym rozdziale :*