poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 5 "Nowy znajomy"

#Violetta

Wybiegłam z domu cała zapłakana. Pobiegłam w stronę parku. Usiadłam na pierwszej, lepszej ławce i schowałam twarz w dłonie.
-A dlaczego taka piękna dziewczyna płacze? - usłyszałam nagle jakiś głos. Podniosłam głowę a moim oczom ukazał się wysoki, ciemnooki brunet.
-A nic nieważne - otarłam łzy i uśmiechnęłam się blado.
-A właśnie że ważne. Powiedz, będzie ci lepiej - powiedział siadając obok mnie.
-Pokłóciłam się z mężem. Nic wielkiego - odpowiedziałam.
-Widzę że twój mąż nie ma serca. Bo przecież jak można doprowadzić do łez tak cudowną dziewczynę - uśmiechnął się zalotnie a moją twarz oblał rumieniec. Dlaczego ja się rumienię? Nawet go nie znam.
-Nie jest taki zły - próbowałam jakoś bronić honor Leona ale nie wychodziło mi to za bardzo.
-Jestem pewny że gorszy ode mnie. A tak w ogóle mam na imię Diego - przedstawił się.
-Violetta - uśmiechnęłam się tym razem szczerze.
-A więc Violetto dasz się zaprosić na kawę? - zapytał z uśmiechem.
-Nie. Przepraszam ale muszę wracać do domu. Ale jeśli chcesz mogę ci dać mój numer - zaproponowałam a on kiwnął głową na znak zgody. Wymieniliśmy się numerami a następnie udałam się w stronę domu. Diego chciał mnie odprowadzić ale odmówiłam. Nie chcę by Leon był zazdrosny. Kiedy weszłam do domu, Leon podbiegł do mnie.
-Violu nic ci nie jest? Martwiłem się. Kochanie przepraszam. Poniosło mnie. Wcale nie chcę od ciebie odpoczywać. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham na ciebie patrzeć. To wszystko co mówiłem było spowodowane złością. Wybacz mi proszę - mówił Leon prawie płacząc. Nie odezwałam się, tylko pocałowałam go czule.
-Ja też cię przepraszam skarbie. Nie tylko ty zawiniłeś - powiedziałam po oderwaniu patrząc w Leonowi w oczy.
-Kochan cię Violu.
-Ja ciebie też.

#Leon

Hurra! Wybaczyła mi! No Verdas teraz nie możesz te spieprzyć. 
-Kochanie obiecuję ci że znajdę pracę. Zrobię wszystko żebyście z Melanie miały wszystko co najlepsze - powiedziałem i mocno przytuliłem moją żonę.

#Violetta

Obudziłam się dzisiaj o 9:00. Ku mojemu zdziwieniu Melanie jeszcze spała. W takim razie mam czas na spokojną kąpiel. Już chciałam wstać, kiedy do sypialni wszedł mój mąż.
-Śniadanko dla mojej księżniczki - uśmiechnął się Leon podając mi tacę ze śniadaniem.
-Ooo. Dziękuję ci kochanie. A z jakiej to okazji?
-Chciałem cię przeprosić za tą naszą wczorajszą kłótnię. Wiem że już przepraszałem ale chciałem pokazać że naprawdę cię kocham - mówił Leon lekko zmieszany. Tak bardzo go kocham że nie potrafię się na niego gniewać.
-Nie musisz ni udowadniać. I tak wiem że mnie kochasz. Ja ciebie też kocham -Leon nachylił się i czule mnie pocałował.

Po południu Leon musiał wyjechać za miasto razem ze swoim ojcem a mnie odwiedziła Fran i uparła się żeby wziąć Mel do siebie na resztę dnia. Zgodziłam się. W końcu to jej matka chrzestna. Przynajmniej sobie trochę odpocznę. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk sms-a. 

*********************************************
I tak o to prezentuje się rozdział 5. Pierwszy raz pojawiają się dwa rozdziały dziennie. Ale wracamy do poprzedniego rytmu czyli jeden rozdział na dzień. Może w weekend będę dodawać po dwa. No ale dziś poniedziałek więc do weekendu jeszcze kilka dni. 
Nasza leonetta pogodzona:)
Do Violi przyszedł sms!
Od kogo??
Może od Fran, może od Leona albo istnieje opcja że to od Diego:)
Jak myślicie kto jest nadawcą tej wiadomości??
Dowiecie się tego jutro:)
Pa pa

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 4 "Kłopoty w pracy"

#Violetta

-Jasna cholera! - krzyknął Leon wchodząc do domu. Co się z nim ostatnio dzieje. Od kilku, a dokładnie czterech miesięcy przychodzi z pracy wkurzony. No ale dzisiaj przeszedł samego siebie. Nigdy nie mogę uspać Melanie a teraz gdy wreszcie zasnęła on wpada do domu niczym huragan i się wydziera na cały dom.
-Leon zwariowałeś? Melanie właśnie zasnęła. Co się dzieje? Od czterech miesięcy wracasz do domu wściekły. Co się dzieje? - usiadłam obok niego na sofie.
-Wylali mnie - odpowiedział krótko i schował twarz w dłoniach.
-Co? Ale jak to? - pytałam wciąż niedowierzając.
-No tak po prostu. Robią takie jakby "porządki" w banku. Połowę zwolnili. Rozumiesz? Połowę. Mój już teraz były szef gdy mnie zwalniał powiedział tak: "No panie Verdas. Jest pan bardzo dobrym pracownikiem więc napewno znajdzie pan pracę w nieodległej przyszłości. Życzę powodzenia. Proszę pozdrowić żonę" Co za tupet. Przecież wie jaką mam sytuację w rodzinie. Zrobił to specjalnie - ręce Leona zacisnęły się w pięści. Miałam wrażenie że zaraz coś rozwali. Muszę go trochę uspokoić.
-Leon - powiedziałam spokojnie - Nie martw się. Sam mówiłeś że sobie poradzimy.
-No ale wtedy miałem pracę! - poderwał się z miejsca.
-Leon ale...
-No co Leon?! Co Leon?! Nie mam pracy czyli nie będzie pieniędzy. Wydatków jest coraz więcej. Melanie ma prawie 5 miesięcy. Nie sądziłem że kiedyś to powiem ale... Ale nie damy sobie rady - powiedział zrezygnowany.
-Leon nie pleć bzdur. Damy sobie radę. Znajdziesz pracę - próbowałam go jakoś uspokoić podnieść na duchu lecz sama nie potrafiłam w to uwierzyć.
-Tylko gdzie mnie przyjmą? No gdzie? Teraz wszędzie zwalniają. Z resztą dlaczego ja muszę na nas pracować? - tego pytania się nie spodziewałam. Jak on tak może?
-Co proszę? A co ja nic nie robię? Gotuje, prasuje, piorę, sprzątam a przede wszystkim zajmuje się naszą córką! - tym razem mój ton nie był taki spokojny jak przed chwilą.
-Ale mi też wielka praca! - krzyknął tak głośno że z góry dobiegł płacz Melanie.
-No i widzisz co narobiłeś? Musiałeś tak wrzeszczeć!? - teraz ja również krzyczałam.
-Idź się nią zająć skoro jesteś taka mądra! Przecież to twoja działka w tym domu jak sama stwierdziłaś - teraz to przegiął.
-No to w takim razie od dziś to będzie twoja robota. Od dzisiaj ty zajmujesz się domem a ja poszukam pracy - krzyknęłam stanowczo.
-Tak? A gdzie cię przyjmą? - zapytał śmiejąc się z kpiną.
-Mogę pracować gdziekolwiek. Nawet w kanałach. Przynajmniej nie będę musiała na ciebie patrzeć! - twarz Leona zbladła niemiłosiernie. Cyba trochę przesadziłam.
-Wiesz co? To już był cios poniżej pasa! Jak możesz? - jego głos był nieco spokojniejszy.
-No co? Serce zabolało?
-Nie! Ja też już mam cię dosyć więc fajnie będzie trochę od ciebie odpocząć - te słowa bardzo mnie zabolały. Chwyciłam w pośpiechu torebkę i cała zalana łzami wybiegłam z domu.

#Leon

Kur* a! Wszystko do dupy! Straciłem pracę a teraz jeszcze pokłóciłem się z Violettą. Nie powinienem mówić jej tych wszystkich rzeczy. Mówiłem to w złości. Mam nadzieję że mi wybaczy. O matko! Melanie! Całkiem przez to wszystko o niej zapomniałem. Szybko pobiegłem na górę. Na szczęście nic się jej nie stało. Mel siedziała w łóżeczku i bawiła się swoimi paluszkami. Uśmiechnąłem się na ten widok. Bardzo kocham moją córeczkę. Jest ona owocem mojej pierwszej prawdziwej miłości. Miłości aż po grób...

*******************************************
Leoś traci pracę.
Pierwsza i dosyć poważna kłótnia leonetty.
Jakie skutki przyniesie nagłe wyjście Violetty z domu?
Czy nasza kochana leonetta przetrwa?
Dowiecie się tego czytając następny rozdział:)
A w komentarzach piszcie co chcielibyście przeczytać w następnym rozdziale:)
Zapraszam także do zadawania pytań w zakładce "pytania do bohatera" :)

Pa pa do jutra:)

Rozdział 3 "Mała kruszynka"

# Leon

Właśnie wychodzi lekarz. O jak dobrze. Może nareszcie się czegoś dowiem!
-Panie doktorze. Czy wszystko w porządku? Co z moją żoną i dzieckiem?
-Gratuluję. Ma pan córkę - odpowiedział lekarz z uśmiechem.
-Naprawdę? Cudownie! Czy mogę zobaczyć Violette i córkę? - zapytałem szczęśliwy.
-Oczywiście.
Wszedłem do sali i ujrzałem moją Violettę z maleńką kruszynką na rękach.
-Violu - wyjąkałem patrząc na słodkie maleństwo .
-No co kochanie? Zobacz jaką mamy przepiękną córeczkę - powiedziała Viola z uśmiechem.
-Jest cudowna. A ciebie kochanie chciałem przeprosić że cię zostawiłem w domu samą.
-Skarbie to nie twoja wina. Przecież ja kazałam ci wyjść. No ale nie myślmy już o tym. Może chciałbyś ją potrzymać? - zapytała a ja pokiwałem głową na tak i wziąłem na ręce tą malutką istotkę.
-Jak jej damy na imię? - zapytała Viola po chwili.
-Melanie (czytaj: Melani) -odpowiedziałem nadal wpatrując się w dziewczynkę.
-Widzę że ogromnie ją pokochałeś - zaśmiała się moja żona.
-Tak.

#Violetta

Nareszcie jestem w domu. Musiałam zostać w szpitalu jeszcze tydzień ponieważ z racji tego że Melanie urodziła się miesiąc przed terminem musiała zostać trochę na obserwacji. Na szczęście wszystko jest w porządku. Leon ogromnie pokochał Melanie. Nie odstępuje jej na krok. Kiedy zaczyna płakać od razu jest przy niej. Martwię się tylko tym jak my sobie poradzimy. Ja straciłam moją pracę a za te kilka groszy które zarabia Leon w banku nie wystarczą nam. Leon zapewnia mnie że znajdzie inną, lepiej płatną praca ale przecież teraz tak ciężko jest o jakąkolwiek posadę. Nie wiem czy sobie poradzimy...
-Kochanie nad czym tak myślisz? - z przemyśleń wyrwał mnie głos Leona który właśnie zszedł na dół po schodach.
-Przecież wiesz nad czym - powiedziałam i spuściłam wzrok.
-Nie martw się. Coś wymyślimy - usiadł obok mnie i czule objął.
-A jeśli nie - poczułam że po moim policzku spływa łza. Leon to zauważył od razu ją starł.
-Skarbie nie płacz. Obiecuję ci że znajdę pracę która będzie lepiej płatna - przekonywał mnie Leon ale ja jakoś nie umiałam mu uwierzyć. Coś czuję że niedługo stanie się coś niedobrego. Cóż. Czas pokaże...
****************************************
Wiem że krótki i do tego nudny ale mam już pomysł na kolejny. Biorę się za pisanie 4. Pojawi się jutro:) Komentujcie bo wtedy wiem że mam dla kogo pisać:)

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 2 "Czy wszystko dobrze?"

#Leon
Na prośbę Violetty wyszedłem z domu. Nie chciałem jej zostawiać ale skoro nalegała. Zrobiłem to tylko po to żeby się nie denerwowała. Może jednak tam wrócę? Ale przecież powiedziała że nie chcę mnie widzieć. A jeśli jej się coś stanie? Nie. W domu jest bezpieczna. Muszę przestać panikować. Jednak tam wrócę. Nie mogę jej zostawić samej. Szybkim krokiem wróciłem do domu. Na szczęście nie miałem długiej drogi ponieważ zdążyłem wyjść tylko parę kroków za furtkę. Gdy otworzyłem drzwi zawołałem Violette. Nikt się jednak nie odezwał. Skierowałem się do kuchni a tam zobaczyłem Violette która leżała nieprzytomna na ziemi a obok błyskało się szkło zalane sokiem pomarańczowym.
-Violu - uklęknąłem przy niej - Violu słyszysz mnie? - Nie otrzymałem odpowiedzi. Szybko wstałem i zadzwoniłem po pogotowie. Przyjechało po 10 minutach. Ja pojechałem za nimi swoim samochodem. Mam nadzieję że Violi i dziecku nic nie jest.

Już 3 godziny siedzę w tym szpitalu. Lekarze zabrali Violę do jakiejś sali a mnie kazali zostać na korytarzu. Dlaczego to tak długo trwa?! Co się tam dzieje? Wychodzi jakaś pielęgniarka. Może ona mi powie co oni tam robią.
-Przepraszam. Co się tam dzieje? Dlaczego to tak długo trwa?  Czy wszystko dobrze z moją żoną i dzieckiem? - zapytałem z pośpiechem.
-Przykro mi ale ja nie mogę tego panu powiedzieć. Takich informacji może udzieli tylko lekarz prowadzący - powiedziała i poszła. Co za baba! Tak trudno powiedzieć czy jest dobrze czy nie? Co za ludzie!

Następne 2 godziny minęły a ja siedzę na tym korytarzu i nadal nie wiem co się dzieje z Violettą. Zaraz zwariuje. Żadna pielęgniara nie chce mi nic powiedzieć! A jeśli jej się coś stało? Jeśli z dzieckiem coś nie tak? Verdas ogarnij się! Wszystko w porządku. Chyba...
****************************************
Rozdział dosyć krótki ale uważam że lepiej częściej krótsze niż długie raz na tydzień. Proszę was, komentujcie. Zajmie to wam tylko kilka sekund a ja się ogromnie ucieszę. Proszę was.
Do następnego:)

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 1 "Hormony buzują"

#Violetta

Kochanie może jednak coś zjesz? - prosił Leon stojąc nade mną z miseczką jogurtu z płatkami.
-Nie. Nie jestem głodna - odparłam ocierając kolejną łzę która spływała po moim policzku.
-Jak to nie jesteś głodna? Skarbie nie jadłaś od wczoraj rana. Musisz jeść - powiedział stanowczym ale spokojnym tonem podsuwając mi łyżeczkę pod nos.
-Ale jak mam jeść skoro moja przyjaciółka Natalia z liceum nie żyje a do tego straciłam pracę akurat teraz gdy za niecały miesiąc będziemy mieć dziecko - rozpłakałam się jeszcze bardziej a Leon odstawił miskę z jogurtem na stolik, usiadł obok mnie i przytulił.
-Violu. Poradzimy sobie. Jesteśmy przecież silnym małżeństwem - mówił Leon ale ja nadal nie mogłam się uspokoić.
-Przecież jesteśmy tacy młodzi. Mamy dopiero po 23 lata. Ja nie mam pracy. A ty nie zarobisz na nas i jeszcze dziecko. A moi rodzice nam nie pomogą.
-Będzie dobrze - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
-Nie będzie - krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęć po czym poszłam do kuchni i oparłam się rękoma o blat. Leon od razu zjawił się koło mnie.
-Kochanie nie denerwuj się - chciał mnie chyba objąć ale ja odsunęłam się i wróciłam do slalonu.
-Violu - znowu do mnie podszedł. No zaraz nie wytrzymam
-Leon zostaw mnie! - krzyknęłam ale on najwyraźniej nie miał zamiaru spełnić mojej prośby.
-Kochanie uspokój się. Jesteś w ciąży. Nie możesz się denerwować - mówił spokojnym tonem a ja myślałam że wybuchnę.
-Sama decyduje co mogę a co nie! Wyjdź stąd! Chcę zostać sama.
-Violu nie mogę cię zostawić.
-A właśnie że możesz. Proszę cię wyjdź z domu. Muszę pobyć trochę sama!
-Violu...
-Żadne "Violu" ! Wynocha mi stąd! Nie chcę cię widzieć! - krzyknęłam i pokazałam ręką na drzwi.
-Violetta. Nie mogę cię zostawić - powiedział stanowczo.
-Jeśli nie wyjdziesz to...To z nami koniec - powiedziałam niepewnie. Wiem że to głupie ale tylko tak mogę go wygonić z domu. Kocham go i jest taki opiekuńczy ale muszę pobyć sama.
-Dobrze. Wyjdę. Ale gdyby się coś działo to dzwoń.
-Ok. Wyjdź - Leon tym razem posłuchał. Wyszedł z domu a ja udałam się do kuchni. Gdy nalewałam soku do szklanki nagle zrobiło mi się słabo. Odstawiłam karton soku na szafkę i wzięłam szklankę do ręki. Może jak się napije to zrobi mi się lepiej. Wzięłam dość duży łyk soku. Przymknęłam oczy bo zrobiło mi się jeszcze bardziej słabo. Upuściłam szklankę. Oparłam się ręką o blat. Nagle poczułam mocny skurcz. Wydusiłam z siebie tylko stłumiony krzyk. Osunęłam się na ziemię. Potem była tylko ciemność.

***************************************
Hejka!
Miał być dopiero jutro ale udało mi się go dodać dzisiaj:)
Zapraszam do komentowania. Pamiętajcie że każdy komentarz mnie motywuje.
Bayy:*