Zaczynając od Violetty znalazłam się na księżycu. Blog przede wszystkim o mnie i o tym co siedzi mi w głowie...
wtorek, 19 lipca 2016
One shot "Nigdy o Tobie nie zapomnę" - autorka Zwykła Dziewczyna (3 miejsce)
Drogi Leonie,
Minęły już trzy miesiące odkąd Cię nie ma. Brakuje mi ciebie. Twojego wsparcia. Tych uśmiechów przeznaczonych tylko dla mnie. Żartów, które rozumieliśmy tylko my. Naszych spotkań. Telefonów o czwartej nad ranem. Siedzenia razem w szkolnej ławce. Rozumienia się bez słów. Zawsze byłeś kiedy Cię potrzebowałam. A ja nigdy tego nie doceniałam. Nie doceniałam tego jakie miałam szczęście mieć kogoś takiego jak ty. Najlepszego i jedynego w swoim rodzaju przyjaciela. Tego brakuje mi najbardziej, czegoś czego już nigdy w życiu nie dostanę. Twojej przyjaźni. Do teraz pamiętam nasze pierwsze spotkanie i jestem pewna, że nigdy już tego nie zapomnę. Całe moje życie się wtedy zmieniło. Przekroczyłam próg szkoły po raz pierwszy. Nie znałam nikogo. Bałam się. Pamiętam, że przyszłam do klasy na lekcję historii. Usiadłam sama w ostatniej ławce. Nikt się do mnie nie dosiadł. Byłam sama. Zadzwonił dzwonek, a do klasy weszła nauczycielka. Po pięciu minutach lekcji drzwi sali się otworzyły i wszedłeś ty. Przeprosiłeś za spóźnienie. Rozejrzałeś się po klasie, w której było pełno wolnych miejsc i twój wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnąłeś się, podszedłeś i usiadłeś obok mnie z wielkim bananem na twarzy. Powiedziałeś: "Cześć, jestem Leon, a ty?". Odpowiedziałam, że mam na imię Violetta. A wtedy ty na to: "Czy ty też nie znosisz historii tak bardzo jak ja?". Pokiwałam głową. Powiedziałeś, że jestem nieśmiała i trzeba mnie trochę rozruszać. Zacząłeś mnie łaskotać. Tak po prostu, na lekcji. Zaczęłam się śmiać tak jak jeszcze nigdy, a ty wraz ze mną. Cała klasa na nas patrzyła, a nauczycielka kazała nam wyjść z klasy i się uspokoić. Na korytarzu powiedziałeś: "Lubię Cię, proszę zaprzyjaźnijmy się". Zgodziłam się. Jak mogłabym się nie zgodzić. Od tamtego czasu się nie rozstawaliśmy. Zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Byliśmy nie rozłączni, aż do tego dnia, kiedy wszystko się popsuło.Łzy zebrały się w moich oczach. Nie mogłam ich zatrzymać. Jedna łza skapnęła na list. Muszę to z siebie wydusić, bo inaczej nie dam rady z tym żyć. Zaczęłam pisać dalej.
Zawsze kochałeś motocykle. Były twoją wielką pasją. Uwielbiałeś wyścigi. A ja zawsze szłam na nie z tobą, bo się martwiłam, że coś ci się stanie, Ale ta radość w twoich oczach za każdym razem, gdy wsiadałeś na motocykl była nie do opisania. Tego dnia też poszłam z tobą na ten wyścig. Przed startem podeszłam do ciebie i mocno się wtedy do ciebie przytuliłam. Kochałam Cię jak przyjaciela, a ty kochałeś mnie jak przyjaciółkę. Pamiętam co wtedy do mnie powiedziałeś, gdy tak staliśmy w objęci: " Violu nie martw się nic mi nie będzie. Kocham Cię". Odpowiedziałam wtedy: "Ja też Cię kocham Leonie. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Zawsze będziesz". Zaraz miał rozpocząć się wyścig, więc oswobodziliśmy się z objęcia. Ty wsiadłeś na motocykl, a ja poszłam za barierki oglądać twój kolejny wyścig, który jestem pewna, że wygrałbyś tak jak wszystkie inne. Gdybym wiedziała co się stanie nigdy nie pozwoliłabym Ci jechać i zatrzymałabym Cię wtedy. Ale to się stało. Pojechałeś w wyścigu. Zacząłeś tracić panowanie nad pojazdem. Motocykl się przewrócił, a ty wylądowałeś kilka metrów dalej. Zaczęłam krzyczeć i biec w twoją stronę. Ludzie mnie zatrzymywali, a ja dalej biegłam. Przyjechała karetka. Wszystko działo się tak szybko. Pojechałam do szpitala, a tam byli już twoi rodzice. Martwili się o Ciebie, ale na pewno nie tak jak ja. Przyszedł lekarz i powiedział, że nie żyjesz. Osunęłam się po ścianie. Nie mogło to do mnie dotrzeć. Twoje serce przestało bić. I już nigdy nie zabije dla mnie. Nigdy. Już nigdy nie zobaczę Twojego pięknego uśmiechu. Twoich oczu. Twojego spojrzenia, łagodnego, pełnego radości życia. Nie zobaczę Cię już nigdy. I nadal to do mnie nie dociera. Na tym świecie nie ma już jedynej osoby jaką kiedykolwiek kochałam. Po prostu nie ma. Odeszła. I chociaż nigdy nie przeczytasz tego listu to chcę, abyś wiedział kilka rzeczy. Brakuje mi Ciebie, tak bardzo, że nikt nie potrafi sobie tego wyobrazić. Byłeś jedyną osobą, której ufałam bezgranicznie. Moim jedyny przyjacielem. Wiedz, że byłeś, nadal jesteś i będziesz już zawsze moim przyjacielem. Kocham Cię Leon.
Twoja przyjaciółka na zawsze.
ViolettaNapisanie tego listu nie zapełniło pustki, którą nadal czuję, ale chociaż trochę pomogło. Leon pewnie chciałby, abym była szczęśliwa, ale ja już nie potrafię. Nie bez niego. Włożyłam list do koperty i udałam się na cmentarz, nad grób Leona. Położyłam na pomniku list i przykryłam kwiatami. Po moich policzkach spłynęły łzy. Wyszeptałam pięć słów.
-Nigdy o tobie nie zapomnę.
poniedziałek, 18 lipca 2016
One shot "Szczęśliwe zakończenie" - autorka Julia Verdas (3 miejsce)
- Wytrzymaj jeszcze trochę.- słyszę szept jakiejś kobiety, lecz nie wiem kto to i nie dlatego, że straciłam tyle krwi, że nie łącze faktów.
Szłam przez park, usłyszałam strzał i poczułam jak malutka kula godzi mnie w bok. Z mojego gardła, przez zaskoczenie jakim jest cała ta sytuacja, nie mógł się wydostać jakikolwiek dźwięk prócz jęku. Upadam na ziemię i zwinęłam się w kłębek, po chwili poczułam jak ciepła krew ucieka z mojego organizmu przez ranę, którą ktoś mi zadał. Wydałam z siebie kolejne skomlenia mając nadzieje, że ktoś mi pomoże. W oddali mogę usłyszeć jak nieznana osoba biegnie prawdopodobnie w moją stronę.
- Cholera… Diego! Jest ranna!- słyszę głos kobiety, lecz obraz zaczyna mi się rozmazywać przed oczami.
- Ale ona nie jest od nas.- udaje mi się wyłapać po kilku chwilach niski, męski ton.
- Ale też nie jest w od nich, musiała dostać przez przypadek.- po raz kolejny czuję falę ognistego bólu, więc tym razem udaję mi się krzyknąć z bólu.
- Cholera... Dzwoń po Fede i zawiadom Verdas'a… Jak to się mogło stać, kurwa!- ktoś podchodzi do mnie i próbuję zatamować krwawienie z mojego boku na co po raz kolejny krzyczę.- Siedź cicho, bo będziemy mieli problemy.- warczy w moją stronę, a ja zamieram.
Czuję jak ktoś kładzie mnie na czymś, resztkami sił otwieram oczy i próbuję złapać ostrość. Widzę szatyna z brązowymi oczami.
- Obudziła się!- krzyczy od razu i odchodzi.- Francesca!- po chwili podchodzi do mnie wyżej wymieniona kobieta i uśmiecha się pokrzepiająco.
- Wszystko będzie dobrze.- następnie zwróciła się do mężczyzny o zielonych oczach- Przez wypadek została postrzelona w bok.
- Widzę, ale kurwa wytłumacz mi jak mogliście postrzelić kogoś nie winnego!- krzyczy zły, po czym przykłada gazik do mojej rany na co staram się wyrwać i krzyczę z bólu.
- Przytrzymaj ją.- mamroczę szatyn.- Zaraz będzie po wszystkim.- zwraca się do mnie. Kolejny gazik, ból, mój krzyk,czyjeś ręce przytrzymujące mnie abym nie mogła uciec, aż w końcu ciemność.
Budzę się w dość dużym pokoju. Próbuję usiąść, lecz uniemożliwia mi to okropny ból w boku i wszystko już sobie przypominam, no prawie… Park, strzał, jakieś dwie osoby, samochód, kobieta i zielone oczy. Słyszę jak ktoś wchodzi do pokoju.
- Jak się czujesz?- dostrzegam kobietę o czarnych włosach, która nieśmiało podchodzi do mnie, a ja patrzę na nią przerażona.- Nie bój się, nic ci nie zrobię.
- Kim jesteś, czemu tu jestem, to wy mnie postrzeliliście?!- zaczynam zadawać pytania.- Kiedy będę mogła wrócić do domu?
- Jestem Francesca, nie to nie my, tylko ci z którymi walczyliśmy i znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i porze. Niestety nie wiem, czy będziesz mogła wrócić do domu, za dużo wiesz…- mruczy pod nosem ostanie zdanie, a ja blednę.- Spałaś cztery dni, a teraz pójdę po Leona i on zmieni ci opatrunek.- wyszła, w co ja się wpakowałam?! Po chwili Francesca po raz kolejny weszła do pokoju, lecz tym razem nie sama, tylko z mężczyzną, który mnie opatrywał. Podszedł do mnie, a ja przestraszona chciałam się lekko odsunąć, lecz nie był to najlepszy pomysł, gdyż poczułam promieniujący ból w lewym boku przez co suliłam się.
- Spokojnie, chce tylko zobaczyć jak się goi i założyć nowy opatrunek.- uspokaja mnie, lecz ja nadal patrzę na niego nie ufnie.- Jestem Leon.- przedstawia się widząc moją minę.- Tylko ja tutaj jestem wstanie zaopiekować się tobą pod względem medycznym.- dodaje, a moje ręce zaciśnięte na końcach koszulki lekko się rozluźniają i delikatnie podnoszę materiał do góry. Natomiast Leon zsuwa jeszcze trochę spodenki od piżamy, a ja zamieram.- Spokojnie, muszę je lekko zsunąć, aby w całości zobaczyć ranę, nie mam zamiaru cię gwałcić.- lekko śmieję się, a ja lekko się rozluźniam. Czuję jak odkleja opatrunek i muska palcami ranę.- Goi się ładnie, lecz musisz jeszcze poczekać z dużą ilością ruchu. Fran pomoże ci się umyć, a później założę ci nowy opatrunek.- odchodzi od nas i zapisuję sobie coś w zeszycie, a kobieta podchodzi do mnie i pomaga wstać, niestety nie jestem w stanie nawet zgiąć się. Szatyn widząc to podchodzi do nas i bierz mnie na ręce, syczę, a moje ręce zwijają się w piąstki i mocno zaciskają.
- Przepraszam, ale i tak bardziej by cię bolało, gdybyś sama musiała iść.- tłumaczy.
- Dziękuję.- szepczę cichutko, a zielonooki uśmiecha się do mnie. Odnosi mnie do łazienki i pomaga samej stanąć pod prysznicem. W reszcie pomaga mi czarnowłosa.
- Przepraszam, nie mieliśmy zamiaru, aby cię w to wplątać, to nie miało tak być- zaczyna się tłumaczyć co przerywam jej śmiechem.
- Mogłam nie iść do tego parku, ale się uparłam i mam co chciałam, ale czemu wcześniej mi powiedziałaś, że nie wiesz kiedy mnie wypuścicie?- kobieta w pierwszej chwili sztywnieje.
- Wiesz… bo ty… ehh… Wiesz za dużo.- wyrzuca z siebie wreszcie.- Wiesz, że istniejemy i masz na to dowód w postaci rany postrzałowej, nie możemy ryzykować, tu nikt nie chce iść do więzienia.- śmieje się cicho, a ja parzę na nią zdumiona.
- Czyli… Ja muszę z wami zostać?- nie dowierzam, ale chyba każdy na moim miejscu by tak zareagował, nagle dowiadujecie się, że wasze życie zmieni się o 180 stopni i musicie zostawić wszystko czego się dorobiliście.
- Nauczymy cię strzelać, walczyć i zostaniesz, ale jak nie… do są trzy wyjścia, albo zostaniesz jako jedna z nas, albo naprawdę polubiliśmy się, lub…- nie kończy lecz wiem co ma na myśli.
Jestem tu od miesiąca, poznałam wszystkich, zaczęłam już sama się poruszać i polubiłam ich wszystkich, mimo, że łamią prawo są dla siebie jak rodzina, jedno broni i wspiera drugie. Nie ukrywam, że w pewnym stopniu cieszę się, że nie długo dołączę to tej „rodziny”. Od tygodnia uczę się strzelania i zagrań taktycznych, lecz na walkę muszę poczekać, aż rana całkiem się zabliźni, a propo niej, właśnie idę do Leona, aby sprawdził czy mogę już zacząć trenować.
- Hej.- mówię wchodząc do salonu, wszyscy mieszkamy razem, a Leon jest jedyną osobą, która jest w stanie uratować nam życie, poznałam jego historię, był na piątym roku studiów medycznych, lecz tak jak ja i Camila wpadł na nich i nie żałuje tego.
- Zapomniałem.- mówi wstając.- Choć zobaczymy tą ranę.- uśmiechnięta kieruję się w stronę „gabinetu”. Kładę się na leżance i podwijam koszulkę, szatyn na to śmieję się.
- Aż tak chcesz do nas dołączyć?
- Tak.-mówię jak małe dziecko czym wzbudzam jeszcze głośniejszy śmiech szatyna. Podchodzi do mnie i lekko zsuwa spodenki.
- Dobra, wygląda na to, że możesz zacząć już ćwiczyć, więc zaczynasz od jutra.- mówi uśmiechnięty.- O 7 widzimy się w kuchni i idziemy biegać.- oznajmia na co jęczę niezadowolona, a zielonooki chichocze.
Dwa miesiące później:
- Leon, kochanie, nie rób mi tego.- szlocham płacząc.
- Violu pamiętaj, że cię kocham.- mówi z trudem i powolnym ruchem zamyka oczy, wybucham płaczem. To mogłam być ja, ale nie on zakrył mnie swoim ciałem i dostał kulkę w brzuch.
- Viola gdzie jesteście?- słyszę krzyk Diego, który po chwili zjawia się przede mną z Francesca.- Cholera!- wrzeszczy i uderza z całej siły w pobliską ścianę on i szatyn byli przyjaciółmi.
- O-o-o-on- próbuję coś wydusić, włoszka dzwoni po pomoc.- Leon, obudź się i przestań udawać.- zaczynam błądzić dłońmi po jego szyi, a oczy zachodzą łzami i już prawie nic nie widzę.- Kochanie…- łkam. Moi towarzyszę patrzą na mnie ze smutkiem jaki sami odczuwają, ale też z żalem.
- Violetta daj spokój.- mówi Diego.
- Zamknij się on żyje, tylko udaje, zaraz się obudzi.- wrzeszczę, a Diego zrezygnowany odchodzi.
Rok później:
Wierzycie w szczęśliwe zakończenia? Niektórzy mówią, że to jest duży błąd, ja właśnie przez całe życie w nie wierzyłam. Ludzie mówią, że cierpimy przez to więcej, ale ja nie cierpię, właśnie ta wiara w szczęśliwe zakończenia dawała mi siły, kiedy Leon by śpiączce. Tak Leon się wybudził i żyje, jesteśmy razem. Wszyscy dalej robimy to co robiliśmy, ale szatyn ma zakaz ode mnie i Diego na walki z innymi, nie chcę, aby dostał po raz z trzeci w brzuch. Ja też nie mogę, lecz o tym wszyscy dowiedzą się dzisiaj.
- Kochanie muszę ci coś powiedzieć.- mówię, gdy jesteśmy sami.
- Będziemy rodzicami.- szepczę na co mnie całuje.
sobota, 16 lipca 2016
Jak księżniczka z księciem-leonetta. Rozdział 57
piątek, 15 lipca 2016
Jak księżniczka z księciem-leonetta. Rozdział 56
Leon
czwartek, 14 lipca 2016
Jak księżniczka z księciem-leonetta. Rozdział 55
Dla Kylie :*
Droga Violu!
Opowiadaj jak jest w tej akademii. Aż tak źle jak się spodziewałaś czy może nie najgorzej? Mam nadzieję ,że poczujesz się tam dobrze. A jak sprawy z Leonem? Plan się udał? Co mu powiedziałaś? Obiecałaś ,że po pocałunku powiesz mu wszystko. Mam nadzieję ,że nie zwiałaś. Bo jeżeli nic mu nie powiedziałaś to teraz pewnie biedak zastanawia się ,która dziewczyna tak świetnie całuje. A swoją drogą poznałaś jakieś ciekawe księżniczki. Chętnie bym poznał jedną czy dwie. Nie to żebym narzekał na brak towarzystwa ale jak kiedyś będzie okazja to przedstaw mnie swoim nowym koleżankom. Odezwij się szybko.
Całuję,
Federico
PS. Mam nadzieję ,że możesz tam odbierać listy. Jeśli nie to to faktycznie chyba zakład wojskowy.
Violetta czytała list z ogromnym uśmiechem na ustach. Federico zawsze poprawiał jek humor. Nawet jeżeli były to tylko słowa na kartce.
-Co się tak szczerzysz? - spytała Ludmiła wychodząc z łazienki z różowym rzecznikiem na głowie.
-Dostałam list od przyjaciela - odpowiedziała Violetta.
-Tylko przyjaciela? - zaciekawiła się dziewczyna.
-Akurat tak - zaśmiała się.
-Pokażesz? - Ludmiła zrobiła proszącą minkę - Tak nudno w tej akademii, pokaż ja też się pośmieje.
Minęły dopiero trzy dni w akademii a każda dziewczyna stwierdziła ,że jest tutaj szalenie nudno. Lekcje jak na razie odbywały się tylko z panią Privet choć każda studentka była bardzo ciekawa i nie mogła doczekać się zajęć z panią Kristen.
Violetta bez zastanowienia podała Ludmile kartkę. Ludmiła czytała z zaciekawieniem.
-Oo a kto to ten Leon? - i dopiero w tej chwili Violetta uświadomiła sobie ,że w tym liście była wzmianka o Leonie.
-E to nikt ważny - wymigała się Violetta.
-Opowiadaj i to natychmiast - zażądała blondynka.
W tej właśnie chwili do pokoju weszła Aila.
-O chodź Aila. Dobrze ,że już jesteś. Violetta właśnie będzie opowiadać o swoim chłopaku!
-Naprawdę? Masz chłopaka? - spytała Aila z zaciekawieniem podchodząc do nich.
-To nie jest mój chłopak - zaprzeczyła.
-Oh mniejsza o to - machnęła ręką Ludmiła - Tu jest napisane ,że się całowaliście.
-Naprawdę? Szybko opowiedz Violu - uśmiechnęła się Aila.
Violetta westchnęła.
-No dobrze.
Zaczęła opowiadać a dziewczyny słuchały z zaciekawieniem. Długo plotkowały aż w końcu położyły się spać.
Violetta nie mogła jednak zasnąć. Na myśl przyszły jej listy od Leona ,które zabrała ze sobą. Pewnie nic szczególnego tam nie napisał ale chciała poczuć jego bliskość. Po cichu wstała i wyjęła z szafki trzy koperty. Usiadła na łóżku i powoli zaczęła otwierać pierwszy list.