-Proszę państwa, nic się nie dzieje. Zachowajmy spokój - mówił - Kontynuując. Stowarzyszenie które mamy zamiar założyć będzie miało na celu pomoc potrzebującym...
-Tak?
-Wiesz co mogło się stać Violettcie? - zapytał.
-Nie wiem... - odpowiedziała Francesca niepewnie.
-Ja chyba wiem gdzie może być. Pójdę to sprawdzić dobrze?
-Dobrze
-Violu, wszystko okej? Szukałem cię - powiedział.
-Tak, wszystko dobrze - odpowiedziała szybko próbując go wyminąć.
-Violetta - zatrzymał ją - Znowu znajduje cię w tym ogrodzie zapłakaną. Powiedz mi co się dzieje.
-Ty się dziejesz - powiedziała cicho i wyrwała się Leonowi.
-Violetta! - krzyknął za nią.
Chłopak nie usłyszał ostatniego zdania, które wypowiedziała Violetta. A czuł ,że było to coś ważnego.
-Przepraszam was bardzo za tę nagłą sytuację. Kontynuując to co powiedział mój ojciec. Od tej pory ja, księżniczka Violetta będę starała się używać mojego głosu za tych którzy go nie maja. Niech mieszkańcom naszego królestwa Arendelle żyje się lepiej. Dziękuję - skinęła głową i z uśmiechem zakończyła przemówienie.
Starała się być silna. Silna dla rodziców i dla siebie.
Kiedy brawa ucichły Violetta podeszła do swoich rodziców. Bała się cokolwiek powiedzieć. Tata miał grobową minę za to mama uśmiechała się lekko.
-Violetto chodź ze mną, poznasz państwo Pasquarelli - powiedział jej ojciec a ona posłusznie ruszyła za nim.
-Och German jak miło Cię widzieć - odezwał się jakiś wysoki facet w wieku króla Germana.
-Ciebie też dobrze widzieć Ruggero.
-Widzę że masz piękną córkę.
-Violetta.
-Violetto poznaj mojego syna. Federico.
**********************************************************************************
Jak wam się podoba rozdział?
Przypominam o konkursie na one shota :)
Szczegóły TUTAJ
Do zobaczenia kochani!