Kochani moi!
Tak wiem. Znowu nawaliłam. Znowu nie było rozdziału. Dlaczego? A no dlatego ,że miałam straszny nawał obowiązków w tym tygodniu. Pełno sprawdzianów, zajęcia dodatkowe, wyjazdy, występy, próby. Różne zdarzenia ,którymi się przejmowałam i myślałam nad ich rozwiązaniem.
W piątek miałam nieszczęśliwy wypadek na w-fie. Wybity nadgarstek, nie mogę ruszać ręką. Także co za tym idzie... Nie będzie rozdziałów przez cały tydzień. Strasznie ciężko mi się stuka w klawiaturę tylko jedną ręką.
Wybaczcie.
Nie zapomniałam o was. Po prostu nie ułożyło mi się w tym tygodniu :D
Do zobaczenia kochani!
Mam nadzieję do następnego poniedziałku :*
Zaczynając od Violetty znalazłam się na księżycu. Blog przede wszystkim o mnie i o tym co siedzi mi w głowie...
niedziela, 2 października 2016
poniedziałek, 26 września 2016
Rozdział 24
~~~~~Violetta~~~~~
Wigilia. Jedyny dzień w roku ,w którym nikt nie powinien być samotny. A jednak ja siedzę sama. Ale właśnie tego chciałam. Za oknem śnieg, pierwsza gwiazdka już dawno błyszczy na niebie. Ludzie w tej chwili pewnie dzielą się opłatkiem. Wybaczają sobie wszystko życząc dobrego życia. A ja? A ja siedzę, zastawiam się. Nad sobą, nad moimi decyzjami ,których dobrze wiem ,nie podjęłam najlepiej. Nie tak wyobrażałam sobie moje życie. Ale coś we mnie krzyczy ,że w chwili obecnej jest dobrze i nie trzeba nic zmieniać. Tego dna nie spodziewałam się nikogo, jednak ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam, chowając butelkę dopiero co otwartego wina do szafki. Otworzyłam drzwi a w nich stał Leon. Zdziwiłam się. Uśmiechał się lekko.
-Cześć - przywitał się - Mogę wejść?
-Jasne - przełknęłam ślinę go wpuściłam - Co cię tu sprowadza?
-Są święta - stwierdził - Przyjechałem ci złożyć życzenia.
-Leon - westchnęłam - Po co nam te cyrki.
-Violetta mimo to jak jest między nami chcę ci po prostu życzyć wszystkiego najlepszego. Jest wigilia.
-Dziękuję, ja tobie też życzę wesołych świąt i wszystkiego dobrego - odparłam słabo się uśmiechając.
-Violetta ja naprawdę nie chcę się już z tobą kłócić. Idź w swoją stronę a ja pójdę w swoją...
-Leon? - usłyszeliśmy jakiś damski głos i po chwili w przedpokoju pojawiła się jakaś dziewczyna.
Swoją drogą bardzo ładna. Zdawało mi się albo na twarz Leona wstąpiło zakłopotanie.
-Leon, kto to? - zwróciłam się do niego.
-Ludmiła - blondynka szybko wyciągnęła do mnie rękę.
-Violetta - powiedziałam ostrożnie patrząc na Leona.
-Violetto to jest Ludmiła - zaczął.
-Wy? - szepnęłam do niego znacząco.
-Tak, jesteśmy parą od niedawna - wmurowało mnie.
-Wybaczcie nie chciałam się wtrącać, po prostu długo cię nie było Leon - zwróciła się do niego.
Więc Fran miała rację. I to o to chodziło Leonowi. On już poszedł swoją drogą. Znalazł sobie kogoś. Na moje miejsce.
W następnym rozdziale...
-Nie wiem Oliverze...
-Przemyśl to jeszcze...
***
-Ale to już koniec...
-A może właśnie początek...
29 września, godzina 19:00
czwartek, 22 września 2016
Przepraszam
Moi drodzy, zamiast rozdziału, znowu pojawiam się ja.
Tak. Znowu nawaliłam
Miał być dzisiaj rozdział ale go nie będzie z moich osobistych powodów. Nie jestem w nastroju, nie mam ochoty na pisanie. Ale to tak wyjątkowo. Tylko dzisiaj. Rozdział oczywiście wstawię. Ale już nie w tym tygodniu. Jutro mam cały dzień zawalony bo najpierw szkoła potem coś mi wypada a sobota, nie ma mnie w domu, idę świętować urodziny przyjaciółki. Rozdział przewiduje na poniedziałek. Mam nadzieję ,że poczekacie.
Miłego weekendu wam życzę i do zobaczenia!
Tak. Znowu nawaliłam
Miał być dzisiaj rozdział ale go nie będzie z moich osobistych powodów. Nie jestem w nastroju, nie mam ochoty na pisanie. Ale to tak wyjątkowo. Tylko dzisiaj. Rozdział oczywiście wstawię. Ale już nie w tym tygodniu. Jutro mam cały dzień zawalony bo najpierw szkoła potem coś mi wypada a sobota, nie ma mnie w domu, idę świętować urodziny przyjaciółki. Rozdział przewiduje na poniedziałek. Mam nadzieję ,że poczekacie.
Miłego weekendu wam życzę i do zobaczenia!
wtorek, 20 września 2016
Rozdział 23
~~~~~Leon~~~~~
-Mamo, chcę z tobą o czymś porozmawiać - powiedziałem już od progu.
-Synu, nawet się ze mną nie przywitasz? - podeszła a ja szybko cmoknąłem ją w policzek - Chodź do kuchni bo właśnie ugotowałam zupę.
-Mamo, Ludmiła zaprasza nas na święta - wypaliłem.
-Ludmiła? - zdziwiła się i wtedy zdałem sobie sprawę ,że nie wspomniałem jej o moim nowym związku.
-Wybacz, nie powiedziałem ci.. Spotykam się z kimś - na moje słowa odstawiła z trzaskiem miskę na blat.
-I kiedy miałeś zamiar mi o tym powiedzieć?
-Właśnie teraz - wyszczerzyłem zęby - Wybacz, ale jakoś mi uciekło. Ale jak ją poznasz to ją na pewno polubisz.
-Leon, nie wiem czy to dobry pomysł abyś szukał Melanie nowej mamy - odrzekła.
-A moje uczucia się nie liczą? Może ja też chcę być szczęśliwy! - fuknąłem.
-Nie mówię synku ,że nie masz być szczęśliwy. Tylko wydaje mi się ,że niepotrzebnie od razu postawiłeś krzyżyk na waszym związku z Violettą. Moim zdaniem macie jeszcze szansę.
-Ja chcę o niej zapomnieć. Nie chcę mieć z nią już nic do czynienia - odparłem.
-Dobrze się zastanów Leon. Pamiętaj kogo kocha twoje serce.
-Mamo, myślałem ,że będziesz mnie wspierać - oburzyłem się.
-Ja cię zawsze wspieram. Po prostu tym razem się z tobą nie zgadzam - uśmiechnęła się stawiając przede mną talerz zupy.
-Twój ojciec nie przyjedzie w tym roku na święta - powiedziała po chwili.
-Nie martw się mamo. Więc tym bardziej powinniśmy przyjąć propozycję Ludmiły - podjąłem ponownie temat na co ona zmarszczyła brwi.
-Nie wiem. Mogę się na to zgodzić ale pod warunkiem ,że to oni przyjadą do nas. Przez całe życie nie opuszczałam tego miejsca w święta i tym razem również nie zamierzam.
Dwie godziny później siedziałem u siebie w kuchni i piłem kawę razem z Fran. Kiedy powiedziałem jej o moim związku z Ludmiła, zareagowała podobnie jak moja mama. Jednakże w końcu dała sobie spokój z drążeniem tematu.
-Violetta spędzi w tym roku Wigilię sama - odezwała się Fran.
-Dlaczego? A co z Oliverem?
-Powiedziała ,że nie chcę spędzać świąt z rodziną kiedy jej mama nie żyje. Moje zaproszenie też odrzuciła.
-W takim razie będzie sama na własne życzenie - odparłem. Fran skrzywiła się.
-Nie mów tak, Leon. Wiesz przecież jak jej ciężko. Nie może pozbierać się po tym wszystkim i nie daje sobie pomóc.
-Rozumiem to Fran ale ja nic już na to nie poradzę.
W następnym rozdziale...
-Ludmiła...
-Violetta...
***
22 września, godzina 19:00
*********************************************************************************
Hej kochani!
Znowu nawaliłam ale to nie moja wina!
To znaczy, moja też trochę... Nie ustawiłam dobrej daty więc rozdział się nie wstawił. Ostatnio jakoś wszystko mi się myli. Wyznaczam nową godzinę wstawiania rozdziałów. 19:00.
Do następnego kochani!
poniedziałek, 19 września 2016
Rozdział 22,5
~~~~~Ludmiła~~~~~
-Tak mamo... Tak, zapytam... Dobrze jego mamę też... Wiem... Nie wiem czy jego tata będzie... Przecież pamiętam... No ja ciebie też, pa - rozłączyłam się i schowałam telefon do tylnej kieszeni spodni.
Za 10 minut zaczynam zajęcia. Mam w tym tygodniu taki napięty grafik, bo nie dość ,że zajęcia to jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Wizyta w banku, muszę jechać do rodziców, prywatne lekcje z jednym z uczniów... I tak dalej. Codziennie coś. Pocieszam się tym ,że niedługo uczniowie mają przerwę świąteczną a jak i oni o i ja. Jeszcze w tym wszystkim muszę znaleźć czas dla Leona. Spotykamy się już dwa tygodnie. Jednak nie widzieliśmy się już cztery dni. Ja praca, on praca. Ale dzisiaj do niego pojadę. Rozmawiałam z rodzicami. Bardzo się cieszą z mojego nowego związku. I ja też się bardzo cieszę. Zaproszę go razem z jego mamą na święta do nas. Moi rodzice bardzo chcą go poznać.
-Lu co ty tu jeszcze robisz? Masz zajęcia! - w pokoju nauczycielskim właśnie zjawił się Maxi, dyrektor studia i mój przyjaciel.
-Już lecę, wybacz - odstawiłam pusty kubek po kawie i wybiegłam szybko z pokoju nauczycielskiego.
-Cześć moi drodzy - przywitałam się z klasą.
-Dzień dobry Ludmiła - odpowiedzieli chórem.
-No to od kogo dzisiaj zaczynamy? - otworzyłam swój notes - Alice, twoja kolej zaprezentowania piosenki. Zapraszam.
Około godziny 15:00 wyszłam ze Studia. Teraz szybki do Leona. Z tego co wiem jest dziś w domu. Droga do domu Leona nie zajęła mi długo. Kilkanaście minut później byłam już pod jego drzwiami. Weszłam bez pukania. Akurat siedział w kuchni i czytał gazetę.
-Hej - przywitałam się na co w odpowiedzi dostałam całusa.
-No witaj, w końcu jesteś - powiedział.
-Ale niestety tylko na chwilkę bo muszę zaraz jechać do rodziców. Ale przyszłam cię o coś spytać.
-No więc zamieniam się w słuch - uśmiechnął się gładząc moje dłonie.
-Moi rodzice bardzo chcą cię poznać i zapraszają ciebie i twoich rodziców na Wigilie - powiedziałam.
-To bardzo miłe ale muszę to jeszcze uzgodnić z mamą. Nie wiem nawet czy ojciec w tym roku dojedzie - odparł.
-Bardzo bym chciała spędzić z tobą te święta.
-No ja z tobą też - musnął moje usta ale po chwili się odsunęłam.
-Muszę lecieć - uśmiechnęłam się odsuwając się od niego.
-Nie możesz zostać chociaż na chwilę? - spytał smętnie patrząc na mnie błagalnie.
-Nie, wybacz ale za to w weekend będę cała twoja.
-Przecież dopiero poniedziałek - wzniósł ręce do góry a ja się zaśmiałam.
-Pa - pokiwałam mu i wyszłam.
*******************************************************************************
Hej kochani!
Tym razem mamy perspektywę Ludmiły, mam nadzieję ,że wam się podoba.
Nie bądźcie tak źle do niej nastawieni :D Jak to wspaniale ujęła Eva, dajemy LAJKA Ludmi!
Jutrzejszy rozdział wstawi się sam, ponieważ nie będzie mnie w domu o tej godzinie także jutro nie będzie zajętych miejsc pod rozdziałem.
Mimo to zapraszam jutro na 16:00.
Buziaki :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)