~~~~~Violetta~~~~~
Może i kiedyś jeszcze miałam jakąś nadzieję. Na coś nowego, lepszego, albo odnowę starego. Teraz nie mam już nic oprócz tej jednej butelki wina i kilku żenujących wspomnień. Francesca odwiedza mnie regularnie, chociaż ma teraz na głowie wiele innych rzeczy. Widzę jaka jest szczęśliwa. Wprost promieniuje energię. Mam koszmarny mętlik w głowie. Po nocach śni mi się mama. Luty minął, a ja ciągle o niej myślę. Cały czas ją wspominam choć wcale nie chcę. Chwilami przebiega mi przez głowę, że Fran może mieć rację. Jednakże spędzenie kilku tygodni, albo i miesięcy, w zamkniętym ośrodku terapeutycznym jakoś nie bardzo do mnie przemawia. Wiem, że to by dużo pomogło. Dałabym radę przez to przejść. Zrobić to dla siebie, dla Fran, Olivera, Mel... Nawet dla Leona.
Teraz czekam na Olivera. Przyjedzie, bo niby dla mnie jakąś propozycję.
Pół godziny później siedzieliśmy z Oliverem już przy kuchennym stole. Udajemy, że tak naprawdę nic się nie dzieje. Że wszystko jest jak powinno być. Ale to trwa tylko chwilę. Po chwili Oliver zszedł na inny temat.
-Nie wiem - odparłam - Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
-Violu, to tylko propozycja. Chociaż uważam, że wyjazd dobrze by ci zrobił.
-To miłe, że pomyślałeś żeby zabrać mnie ze sobą na twój wyjazd, ale czy nie będę ci przeszkadzać? W końcu jedziesz tam w sprawach służbowych.
-Ja zajmę się pracą, a ty wyrwiesz się z tego letargu. Ja muszę już iść. Ale obiecaj, że to przemyślisz.
-Obiecuję
Od kilku tygodni po raz pierwszy wyszłam z domu. Coś mnie naszło. Jakaś nagła chęć zaczerpnięcia świeżego powietrza, wyjścia z tego domu. Nie wiedziałam co mną kieruje. W głowie ciągle siedzi mi Leon. Moja rozmowa z nim. Co chwilę spoglądam na mój palec. Na którym już nie ma pierścionka. To tak jakbym po części pozbyła się Leona z mojego życia. A prawda jest taka, że teraz coraz więcej o nim myślę. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus. Moja podświadomość prowadziła mnie do jego domu. Do domu, w którym powinnam być. Nie wiem sama co chciałam osiągnąć jadąc do niego. Przecież już rozmawialiśmy. Wysiadłam na przystanku i szłam. Szłam, szłam z zamiarem rozmowy, zobaczenia Mel. No i doszłam.
Ale to nie był mój dom. Nie moje miejsce, nie mój Leon, nie moja Mel. Ludmiła wyszła z domu Leona pchając wózek. A on właśnie podjechał samochodem. Widok mężczyzny obejmującego blondynkę po prostu we mnie uderzył. Nie widzieli mnie, i dobrze. Zobaczyłam obraz prawdziwej rodziny. Nie chciałam tego psuć. Wyciągnęłam telefon i napisałam wiadomość do Olivera.
Do:Oliver
Przemyślałam. Pojadę z tobą.
Teraz czekam na Olivera. Przyjedzie, bo niby dla mnie jakąś propozycję.
Pół godziny później siedzieliśmy z Oliverem już przy kuchennym stole. Udajemy, że tak naprawdę nic się nie dzieje. Że wszystko jest jak powinno być. Ale to trwa tylko chwilę. Po chwili Oliver zszedł na inny temat.
-Nie wiem - odparłam - Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
-Violu, to tylko propozycja. Chociaż uważam, że wyjazd dobrze by ci zrobił.
-To miłe, że pomyślałeś żeby zabrać mnie ze sobą na twój wyjazd, ale czy nie będę ci przeszkadzać? W końcu jedziesz tam w sprawach służbowych.
-Ja zajmę się pracą, a ty wyrwiesz się z tego letargu. Ja muszę już iść. Ale obiecaj, że to przemyślisz.
-Obiecuję
Od kilku tygodni po raz pierwszy wyszłam z domu. Coś mnie naszło. Jakaś nagła chęć zaczerpnięcia świeżego powietrza, wyjścia z tego domu. Nie wiedziałam co mną kieruje. W głowie ciągle siedzi mi Leon. Moja rozmowa z nim. Co chwilę spoglądam na mój palec. Na którym już nie ma pierścionka. To tak jakbym po części pozbyła się Leona z mojego życia. A prawda jest taka, że teraz coraz więcej o nim myślę. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus. Moja podświadomość prowadziła mnie do jego domu. Do domu, w którym powinnam być. Nie wiem sama co chciałam osiągnąć jadąc do niego. Przecież już rozmawialiśmy. Wysiadłam na przystanku i szłam. Szłam, szłam z zamiarem rozmowy, zobaczenia Mel. No i doszłam.
Ale to nie był mój dom. Nie moje miejsce, nie mój Leon, nie moja Mel. Ludmiła wyszła z domu Leona pchając wózek. A on właśnie podjechał samochodem. Widok mężczyzny obejmującego blondynkę po prostu we mnie uderzył. Nie widzieli mnie, i dobrze. Zobaczyłam obraz prawdziwej rodziny. Nie chciałam tego psuć. Wyciągnęłam telefon i napisałam wiadomość do Olivera.
Do:Oliver
Przemyślałam. Pojadę z tobą.
